Adrian Ahmad Aliboxing – od kickboksera do pięściarza zawodowego

Share Button

fot. ze zbiorów prywatnych pięściarza

Adrian Ahmad (Aliboxing) – polski pięściarz po raz kolejny gości na łamach naszego portalu. Pierwszy raz udało nam się porozmawiać z tym charyzmatycznym zawodnikiem 5 listopada 2016 roku, podczas Gali Mistrzów Sportów Walki „Angels of Glory 2” w Sandomierzu. Wówczas był to debiut na ringu bokserskim (jak wiemy z poprzedniego wywiadu, LINK Adrian Ahmad wcześniej walczył w kickboxingu).

Mineło niespełna 3 lata od ostatniego naszego spotkania, kiedy to stanąłeś po raz pierwszy na ringu bokserskim. Była to jednak walka amatorska. Dziś jesteś już po debiucie na ringu profesjonalnym. Jak się z tym czujesz?
Jestem z siebie bardzo dumny, bo założyłem, że poświęcając się boksowaniu, w ciągu 3 lat będę zawodowcem i tak się stało. Pomimo przerw na pracę, studia czy kontuzje dopiąłem swego. Jak się z tym czuję?  Ciężko jednoznacznie stwierdzić, bo początki są trudne. Skupiam się nad tym, jaką drogę przeszedłem i ile z siebie dałem, jak ciężko pracowałem nie tylko na treningach, ale podporządkowując całe życie pod sport.

Boks zawodowy rządzi się swoimi prawami, a przeciwnicy na pewno bardziej wymagający niż w klasie amatorskiej. Jak zatem minął okres przygotowawczy i ile walk, stoczyłeś zanim doszło do zawodowego debiutu?
Przygotowania trwały non stop, ponieważ musiałem przebranżowić się z K1 na boks zawodowy, a to totalnie dwie różne dyscypliny. Boks amatorski, a boks zawodowy to także dwa różne światy. Celem był przeskok na zawodowstwo, więc skupiłem się bezpośrednio na nauce boksu zawodowego. Stoczyłem parę walk amatorskich, ale traktowałem je jako nauka, nie oczekując większych sukcesów. Przegrałem jedynie z Mistrzami Polski mającymi na koncie kilkadziesiąt, a nawet kilkaset walk amatorskich – podczas gdy ja miałem ich parę.

Rzeszów to Twoje rodzinne miasto i właśnie tu 6 lipca 2019 r. na Gali KnockOut Boxing Night 7, zaczynasz zawodową karierę, co więcej wygrywasz. Jak Ci się udało zadebiutować właśnie w Rzeszowie?
Jak większość wie, stanąłem na głowie, żeby zaboksować u siebie w rodzinnym mieście. W dniu walki jeszcze jeździłem z biletami, żeby nie płacić z prywatnych pieniędzy na gaże przeciwnika. Ponieważ walczyłem gościnnie, musiałem z prywatnych pieniędzy sfinansować pensje, badania, przelot, hotel przeciwnikowi i jego trenerowi. Pomogli mi przyjaciele, Michał, Doping24, SprintExpress, Telepizza i Dom Gościnny Rzeszowiak. Przeciwnik stoczył ponad sto walk amatorskich. Dałem mu dodatkowo pełny okres przygotowawczy, dlatego udało się stoczyć fajną walkę na równych zasadach.

Jak wiemy, gala została zorganizowana na otwartym stadionie. Nie często mamy przyjemność oglądać boks w takich warunkach. Jak walczyło Ci się „pod chmurką”?
To było świetne doznanie, ponieważ nie wychodziłem na stadion przed walką, więc wychodząc do walki, widząc tak ogromną przestrzeń, rażące słońce i ogromne trybuny poczułem, że warto było bez względu na wynik.

Wolisz klasyczny ring i walki przy blasku jupiterów czy formuła organizacyjna, jaka miała miejsce w Rzeszowie, wypada lepiej?
Takie i takie gale są potrzebne, nie da się ich porównać. Wydarzenie na stadionie było zdecydowanie większego formatu. Liczy się atmosfera, a atmosfera to kibice.  Moi są ze mną zawsze. Wiedzą jak wiele znaczy dla mnie ich obecność na arenie.

Znamy Twój upór i motywację z poprzedniego wywiadu, ale to chyba nie wystarczy, żeby zostać zawodowcem. Kto więc przyczynił się do tego, że znalazłeś się w miejscu, o którym marzyłeś?
Moja ciężka praca, mój trener Łukasz Malinowski oraz dobre duszyczki na czele z Michałem i Grześkiem. Bez nich już dawno bym boksował za granicą albo tylko pracował jako inżynier lub trener. Na razie serce wygrywa z rozumem i chcę spełniać się jako zawodnik i właśnie trener.

Nie zostaje się bokserem zawodowym z marszu. Jak nim zatem zostać?
Są trzy drogi. Albo jesteś mega wybitnym zawodnikiem, którego wyłapuje promotor i podpisujecie wieloletni kontrakt zawodowy na określonych warunkach, albo toczysz walki za pieniądze na galach zagranicznych czy gościnnie – zarabiasz kasę, ale szanse na wygrane z reguły są bardzo małe ze względu na to, że dostajesz oferty np. tydzień wcześniej lub takich zawodników, którzy są kilka lat walk do przodu od ciebie, albo masz jakiegoś sponsora czy kilku sponsorów, którzy inwestują w ciebie i twoich przeciwników, więc tak jakby są twoimi promotorami. Ja jestem na razie w tej trzeciej grupie tyle, że nie mam jeszcze zbudowanego zaplecza sponsorskiego na tyle, żebym nie martwił się, tym ile dołożę do pensji przeciwnika,  nie wspominając o własnych kosztach przygotowania. Parę dobrych duszków czuwa nade mną i mnie wspiera. Są to, przede wszystkim Michał Maciej, doping24, Sprint Express i Telepizza. Wszyscy dorzucają cegiełkę do budżetu. Od tego miesiąca wspierać w organizacji walk będzie mnie jeszcze firma TR Rental, a do najbliższej walki dorzuci się również Eko Gwarancja, za co serdecznie dziękuję.

Łatwo jest być bokserem w Polsce? 
W polskim boksie ciężko o perspektywy, bo nie zdajecie sobie sprawy, jak wyglądają kulisy tego sportu tutaj. Każdy patrzy na Szpilę, Adamka czy Gołotę i myśli, że reszta zawodników żyje podobnie. Tak jak ostatnio to Pan Borek stwierdził w wywiadzie, większość zawodowców żyje z miesiąca na miesiąc, ryzykując życiem i zdrowiem w ringu. Rynek w Polsce na boks jest w kryzysie, wielu młodych pięściarzy stara się z całych sił, ale do osiągania sukcesów na skalę światową musi być zbudowana koniunktura inwestycyjna od podstaw, a nie oczekiwania mistrzów świata, kiedy zawodowiec nie ma za co wykarmić dzieci czy pójść na masaż. Smutne, ale prawdziwe. Co raz więcej pięściarzy mówi głośno o tym, jak to wygląda. Brawa dla nich!

Pomijając kontuzje, wiemy także, że kwestie organizacyjne i promocyjne to dosyć duże utrapienie. Co jeszcze spędza Ci sen z powiek?
Tylko jedna rzecz. Jak zrobić, żeby móc boksować i trenować, a nie zapierdzielać na dwa etaty, ledwo stojąc na nogach na sparingach, żeby się utrzymać i inwestować w boks.

Wspomniałeś, że spełniasz się jako trener. Jak udało Ci się pogodzić bycie zawodnikiem z trenowaniem innych. Rozumiem, że uczysz boksu?
Prowadzę zajęcia personalne z boksu i kickboxingu w Warszawie, a niektóre weekendy w Rzeszowie. Kocham sporty walki i kocham uczyć ludzi tego, co w życiu wychodzi mi najlepiej. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia mnie:

https://www.instagram.com/aaliboxing/
https://www.facebook.com/aaliboxing/

Następna gala z Twoim udziałem już w najbliższą sobotę tj. 30.11.2019 r. w Raszynie pod Warszawą. Kto będzie Twoim przeciwnikiem i gdzie śledzić walkę?
To prawda. Będzie to moja druga walka w boksie zawodowym. Walczę z zawodnikiem ze śląska, który ma jedną wygraną przez nokaut w boksie zawodowym. Ślązaki to charakterne chłopaki, poznałem ich trochę w K1 i naprawdę potrafią się bić. Będzie więc fajna walka! Bilety do nabycia m.in. u mnie na Aliboxing a sama transmisja najprawdopodobniej około godz. 21.00 na Polsat Sport, Polsat Sport Fight oraz IPLA.

Nie pozostaje nic innego jak życzyć wygranej walki i zapytać, kiedy spotykamy się ponownie?
Jak to kiedy ! Odzywaj się po walce, na pewno wielu  moich bliskich i fanów będzie ciekawych,  co  dalej się dzieje u mnie w życiu prywatnym i sportowym. Pozdrawiam wszystkich, Hau!

Rozmawiał: Damian Pawlos

Share Button
Tagi , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.